Boli? Ma boleć!

Narkofobia jest codziennością nie tylko w polskiej polityce, ale i służbie zdrowia. Tracą na tym, jak zwykle, pacjenci.
Narkofobia jest codziennością nie tylko w polskiej polityce, ale i służbie zdrowia. Tracą na tym, jak zwykle, pacjenci. sxc.hu
Od wygłoszonego ostatnio przez TK oświadczenia ("brak podstaw do zakazywania konopi do celów leczniczych") do legalizacji medycznej marihuany jeszcze daleka droga. Najlepiej pokazuje to podejście lekarzy do opiatów, z których korzystamy najrzadziej w Europie.

Opisując orzeczenie Trybunały Konstytucyjnego (mój komentarz do sprawy tutaj), Ewa Siedlecka z Gazety Wyborczej pisze, że "[TK] wtrącił się, zapowiadając sygnalizacje do rządu i parlamentu, że marihuana lub jej preparaty powinny być dostępne w celach medycznych - uśmierzania cierpienia chorych w stanach terminalnych. Tu raczej nikt nie zaoponuje - w końcu nawet morfina jest dostępna na receptę. "(cały tekst) Ano właśnie. Niby jest, ale jakby nie była.


Polska znajduje się w ogonie, jeśli chodzi o stosowanie opiatów w terapii bólu. Przykładowo w Austrii, w przeliczeniu na mieszkańca zużywa się równowartość ok. 850mg morfiny rocznie, w USA 750mg. W Polsce - 35 mg, ponad 20-krotnie mniej. Czy Polacy rzadziej chorują niż Austriacy lub Amerykanie? Czy mniej ich boli? Nie sądzę. Opiaty są też stosunkowo tanie, więc nie można za te ogromne dysproporcje winić stanu finansów publicznych. Zdaniem byłego Ministra Zdrowia dra Marka Balickiego, niejednokrotnie dochodzi wręcz do takich absurdów, jak odmowa podania opiatów umierającym pacjentom w obawie przed uzależnieniem. Ciekawy wątek poruszył też w ostatnim wywiadzie dla Narkopolityki Marcin Chałupka, który winy za to martyrologiczne podejście doszukuje się w religii katolickiej. Gorzka prawda jest taka, że lekarze w Polsce boją się używania tzw. narkotyków pomimo ich niewątpliwych zalet. Zazwyczaj odbywa się to kosztem zdrowia i/lub komfortu chorego.

Dlatego pomimo swojego niegasnącego optymizmu, nie liczyłbym na nagłą rewolucję w podejściu polskich lekarzy do tematu medycznej marihuany, nawet w przypadku ewentualnych zmian na poziomie ustawowym. Najlepszym podsumowaniem zaściankowości, niechęci do nowości i lęku przed wychylaniem się poza szereg jest mój pulmonolog. Zapytany o możliwość wykorzystania marihuany w leczeniu astmy (co jest dobrze udokumentowane i stosowane na świecie) lekarz zasępił się, zsunął okulary na czubek nosa i przez zęby wycedził: "moja opinia na temat marihuany jest taka, jak opinia polskiego związku pulmonologów, który nie wydał w tej sprawie opinii". Tak więc tak. Nie bo nie.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Marihuana
Skomentuj