Polaku, lecz się marihuaną

Artykuł opublikowany piewrotnie w Tygodniku Przekrój dn. 23-09-2013
Artykuł opublikowany piewrotnie w Tygodniku Przekrój dn. 23-09-2013 Tygodnik Przekrój
Pomimo restrykcyjnej ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, Polacy mają możliwość zdobycia legalnej, medycznej marihuany. W starciu z bezmyślnym oporem polityków, ratunkiem dla pacjentów jest konwencja z Schengen.

Pośród 2-3 milionów Polaków, którzy mniej lub bardziej regularnie sięgają po zakazane zioło, znajduje się spora grupa użytkowników medycznych. Dla nich marihuana nie jest używką, narkotykiem, rozweselaczem czy afrodyzjakiem. Stosują ją jako lekarstwo, które łagodzi objawy choroby i zatrzymuje, bądź cofa jej rozwój. Pozytywne działanie marihuany zostało wielokrotnie potwierdzone w terapii m.in. stwardnienia rozsianego, AIDS, nowotworów, jaskry czy w terapii paliatywnej.


Niestety, pomimo gwarantowanego im przez Konstytucję prawa do ochrony zdrowia, zainteresowani muszą zaopatrywać się w lekarstwo w sposób nielegalny. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii nie wyróżnia celu medycznego jako okoliczności wyłączającej, czy choćby łagodzącej istniejące zakazy. Posiadanie każdej ilości grozi pozbawieniem wolności do lat 3. To samo tyczy się uprawy na własny użytek, z wielu względów preferowanego przez pacjentów źródła lekarstwa. Dostępna na czarnym rynku marihuana pełna jest zanieczyszczeń i ciężko o określone stężenie poszczególnych substancji aktywnych. Trzeba też wchodzić w kontakty ze światem przestępczym. Dla wielu pacjentów są to przeszkody, które utrudniają bądź uniemożliwiają im leczenie. Co więcej, marihuana marihuanie nierówna – na różne schorzenia pomagają różne zawarte w niej substancje i efekt terapeutyczny często zależy od wzajemnych proporcji konkretnych kanabinoli.

W świetle polskich przepisów i praktyki lekarskiej, marihuana nie może być traktowana jako lekarstwo w żadnym wypadku. Rozwiązaniem problemu okazuje się Konwencja z Schengen, której art. 75 daje pacjentom prawo do przewożenia narkotyków na potrzeby medyczne, pod warunkiem posiadania wymaganej dokumentacji. W odpowiedzi na zapytanie pacjenta, Główny Inspektorat Farmaceutyczny nie pozostawia wątpliwości: „osoby chore (...) mogą przewozić środki odurzające i substancje psychotropowe, jakie są niezbędne dla ich leczenia medycznego, pod warunkiem, że w przypadku kontroli okażą zaświadczenie wydane lub uwierzytelnione przez właściwe władze dla ich państwa pobytu.” Warto zaznaczyć, ze kryterium, które określa władze uprawnione do wydania stosownego zaświadczenia, jest nie obywatelstwo, a miejsce pobytu. Na potrzeby zdobycia lekarstwa wymagana jest zatem wyłącznie rezydentura, która dla obywateli UE nie nastręcza większych problemów.
Polacy szybko zorientowali się, jakie rodzi to możliwości. „Za pierwszym razem wszystko przebiegło bez problemów” - wspomina Piotr, który w ubiegłym roku legalnie przywiózł z Holandii dwa opakowania medycznej marihuany. „Byłem u lekarza, dostałem recepty, zrealizowałem je w aptece i wysłałem wszystkie dokumenty. Odpowiedź przyszła mailem i mogłem już ruszać do Polski”. Niestety w obliczu fali wniosków z państw, w których medyczna marihuana nie jest dostępna, holenderski urząd zdecydował się zawiesić wydawanie nowych certyfikatów dla osób, które nie mieszkają w Holandii. Swoją terapię legalną marihuaną Piotr będzie mógł jednak kontynuować po uzyskaniu statusu rezydenta, do czego wystarczy jedna wizyta w miejscowym urzędzie.

Stawać na głowie, żeby zdobyć leki, nie muszą z kolei pacjenci m.in. w sąsiednich Czechach, gdzie w ubiegłym roku pod naciskiem lekarzy weszła w życie ustawa, która umożliwia legalne leczenie się marihuaną. Dużo lepiej jest nawet w kolebce prohibicji, jaką są Stany Zjednoczone - prawie połowa stanów zezwala już na mniej lub bardziej swobodny dostęp do marihuany jako lekarstwa. W świetle szykan, jakie czekają ich ze strony polskiego systemu sprawiedliwości, część pacjentów zwyczajnie bierze nogi za pas i opuszcza ojczyznę. Ci, którzy ze zdrowotnych, rodzinnych, zawodowych czy patriotycznych pobudek zostali w kraju, nie są jednak na całkiem straconej pozycji. Członkostwo w Unii Europejskiej daje niepowtarzalną możliwość leczenia się za granicą i korzystania z dobrodziejstw systemów bardziej przyjaznych pacjentowi. Z końcem października wchodzą też w życie przepisy wprowadzające dyrektywę o leczeniu transgranicznym, które dodatkowo ujednolicą rynek usług medycznych na terenie Unii, wprowadzając m.in. wzajemne akceptowanie recept.

W opinii Piotra Jabłoński, dyrektora Krajowego Biura ds Przeciwdziałania Narkomanii, podobnie jak w przypadku innych substancji, które jednocześnie mogą mieć zastosowanie jako leki i jako narkotyki, decyzje o możliwości stosowania medycznej marihuany powinien podejmować Główny Inspektorat Farmaceutyczny. „W naszym przekonaniu ludzie, którzy cierpią na różnego rodzaju choroby, a dla których pomocą mogą być produkty bazujące na marihuanie, powinni mieć do nich dostęp. Nie powinniśmy się kierować żadną ideologią, czy przekonaniami, tylko dobrem pacjenta.” - wyjaśnia Jabłoński. Odnosząc się do zastosowania tymczasowego meldunku za granicą jako sposobu na pozyskanie legalnej marihuany, dodaje: „Nikogo nie zachęcałbym nigdy do łamania prawa, ale też mam dużo zrozumienia dla osób, które cierpią i szukają dla siebie leku. Uważam, że to powinno być naszą wspólną odpowiedzialnością, żeby tego typu problemy rozwiązać i nie zmuszać ludzi do podejmowania decyzji z pogranicza prawa.”

Jak więc obywatel Polski może w zaciszu swojego domu legalnie zażyć lekarstwo, którego odmawiają mu kolejne polskie rządy, z byłym palaczem Donaldem T. na czele? Świeża, przebadana i legalna marihuana czeka na niego w zagranicznych aptekach. Jeden z holenderskich producentów wprowadził na rynek cztery różne odmiany konopi indyjskich, pakowane w niepozorne pudełeczka zawierające po 5 gramów suszonych kwiatostanów. W przeciwieństwie do syntetycznych, czy pół-syntetycznych preparatów i wyciągów, z których niektóre są dostępne także w Polsce, mowa o suszu konopi indyjskich - marihuanie. Zgodnie ze wskazaniami, lek zażywany jest poprzez palenie, waporyzację (wdychanie oparów) bądź w postaci ciastek/herbatek, co szczegółowo objaśnia załączona do leku broszura informacyjna.

Biuro Medycznej Marihuany holenderskiego Ministerstwa Zdrowia stara się odpierać nadmiar chętnych z zagranicy deklaracją, że certyfikat uprawniający do przekraczania granicy wydawany jest tylko mieszkańcom Królestwa Niderlandów. Po chwili przyznają jednak, że tymczasowy meldunek spełnia stawiane przez nich wymogi bycia „mieszkańcem”. Co zrobić, żeby z dnia na dzień stać się Holendrem, uprawnionym do podróżowania do Polski z zapasem legalnej, medycznej marihuany? Wystarczy nam dobra dusza na miejscu, która pozwoli nam na zameldowanie się pod jego adresem. Z taką zgodą i dowodem osobistym wystarczy jedna wizyta w urzędzie gminy i odrobina cierpliwości, żeby uzyskać niezbędne dokumenty.

Choć teoretycznie dostępne jedynie na rynku holenderskim, preparaty te można też zamówić również do aptek w innych państwach członkowskich dzięki tzw. procedurze importu docelowego. Teoretycznie dotyczy to również Polski – kilka lat temu Ministerstwo Zdrowia wydało nawet pozwolenie na import kilku opakowań suszu, jednak żadna apteka nie odważyła się zrealizować recepty a lekarze prowadzący odmawiali podjęcia terapii. Po kilku tygodniach od odmowy, cierpiący na raka pacjent zmarł. Teraz jego wnuk – Radosław Piekarski – skarży lekarzy i Biuro Rzecznika Praw Pacjenta za zignorowanie wytycznych MZ i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Piekarski na co dzień mieszka w Niemczech, gdzie na podstawie meldunku przysługuje mu prawo do leczenia się importowaną z Holandii marihuaną. Wyjeżdżając do Polski musi jedynie zawiadomić miejscowy instytut BfArM - (Bundesinstitut fuer Arzneimittel und Medizinprodukte), który w ciągu dwóch tygodni przysyła mu zezwolenie na przewóz leku za granicę.

Zdaniem lek. med. dra Waldemara Kujawy, wbrew przykrym doświadczeniom Piekarskiego, środowisko lekarskie w dużej mierze zdaje sobie sprawę z korzyści płynących ze stosowania medycznej marihuany. Świadomość ta jest najwyższa u osób, które na co dzień spotykają się z największym bólem i cierpieniem - anestezjologów, pracowników hospicjów itd. Jednocześnie jednak istnieje pewien strach przed opinią publiczną. „Obchodzenie prawa zawsze jest niedobre i generalnie go nie popieram – jednak w tym wypadku jest całkowicie uzasadnione”. Przywołując historię jednego z pacjentów hospicjum, w którym pracował, dr Kujawa zwraca uwagę na niezastąpione właściwości przeciwwymiotne marihuany. „Ojciec mojego kolegi umierał na raka, który zajął otrzewną. Straszliwie cierpiał i żaden środek przeciwwymiotny nie przynosił ulgi, pomagała tylko marihuana. Codziennie z tego tylko powodu cierpi kilkuset ludzi. Nie mamy czym tych ludzi leczyć. Wszystkie argumenty przeciwko marihuanie są przy codziennym cierpieniu tych ludzi nic nie warte.” Jak zatem z perspektywy lekarza wyglądać powinien dostęp do medycznej marihuany? Najlepszym wyjściem, zdaniem dra Kujawy, byłoby dopuszczenie uprawy na własny użytek bez względu na cel – medyczny, czy rekreacyjny. Z medycznego punktu widzenia szkodliwość marihuany jest wielokrotnie niższa niż szkodliwość tytoniu. Prędzej czy później dotrze to do społeczeństwa, tak jak w przypadku kawy i herbaty, o których kiedyś też wypisywano niestworzone historie. Do tego czasu musimy żyć ze świadomością cierpienia, z jakim każdego dnia borykają się setki ludzi. Nie chciałbym, żeby moje wnuki brały jakiekolwiek używki, ale jeśli muszą, wolę żeby była to marihuana niż alkohol czy papierosy. Jestem więc za zniesieniem istniejącego rygoru i potraktowaniem marihuany tak, jak na to zasługuje – jak zwykłą używkę.”

Pełnomocnik stowarzyszenia Wolne Konopie do spraw medycznej marihuany, Jakub Szpak, kilka lat temu uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu we Francji. Dziś porusza się na wózku i walczy z ciężką spastycznością mięśni. Leczenie rozpoczął ze wskazania francuskiego neurologa – niestety po powrocie do kraju, dla kontynuacji leczenia musi łamać prawo. "Ja wiem, co mi pomaga. Jeśli kogoś boli głowa, może pójść kupić sobie tabletki i ból mija. Nikt nikomu tego nie zabrania. Skoro mi na moje dolegliwości pomaga marihuana, dlaczego ktoś ma mi tego zabraniać, odmawiać prawa do dobrego samopoczucia i zdrowia? Dlaczego muszę zaopatrywać się u jakiś dziwnych ludzi w niskiej jakości, czarnorynkowej marihuanę?". Szpak nie przywozi legalnej, kontrolowanej marihuany zza granicy ze względu na koszty. Podczas gdy w USA dyskutuje się o refundacji dla potrzebujących, Polscy pacjenci muszą się liczyć z tym, że zaopatrywanie się w legalną marihuanę za granicą nie należy do tanich. Medyczne odmiany dostępne w aptece są nieznacznie droższa niż jej rekreacyjne odpowiedniki (5 gramów około 200-250zł), a do całej procedury trzeba doliczyć koszty wizyty u lekarza i podróż.

Skoro przez samo członkostwo w Unii Europejskiej zgadzamy się na zażywanie na terenie kraju medycznej marihuany, dlaczego robimy z tego taki korowód i zamykamy drogę osobom o ograniczonej mobilności i mniej zasobnym portfelu? Były Minister Zdrowia Marek Balicki nie kryje swojej irytacji obecnym stanem rzeczy: „Medyczna marihuana musi mieć normalne, legalne formy obrotu. Trzeba wywierać mocną presję na wykreślenie marihuany z załącznika IV-N”. Aktualnie ziele i żywica konopi znajdują się wraz z heroiną na liście substancji o braku jakichkolwiek zastosowań medycznych. „Samo wykreślenie nie rozwiąże jednak sprawy, choć znacznie ułatwi życie pacjentom. Trzeba wprowadzić jakieś zasady analogiczne do rozwiązań amerykańskich, dać pacjentom możliwość domowej uprawy lub zezwolić na kontrolowaną produkcję. To lekarze mają rozstrzygać, jaki lek w jakiej chorobie można używać – tu parlament nie jest w ogóle potrzebny.” Nowelizację taką proponowała na początku ub.r. grupa posłów Ruchu Palikota - projekt trafił jednak do sejmowej „niszczarki”. Nadzieje pacjentów na unormowanie sytuacji w tej kadencji najlepiej podsumowuje wypowiedź samego Premiera: „Jeśli chcecie legalizacji marihuany, wybierzecie innego premiera.

Tekst opublikowany pierwotnie w Tygodniku Przekrój, wydanie z dn. 23-09-2013. Publikacja za pisemną zgodą Redakcji.

Polub mój fanpage:

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Marihuana
Skomentuj